Gdynia. Pasażer kontra komunikacja
Policja sprawdza, czy kontrolerzy Zarządu Komunikacji Miejskiej w Gdyni w porozumieniu z kierowcą dopuścili się pobicia pasażera. Do zajścia miało dojść przed tygodniem w trolejbusie linii 23. Pracownicy ZKM zaprzeczają i utrzymują, że to właśnie mężczyzna, który ich teraz oskarża, zachowywał się niestosownie. Poszkodowany dysponuje jednak obdukcją lekarską, wykonaną przez lekarza sądowego, która potwierdza obrażenia.
- Sam się przecież nie pobiłem - mówi Andrzej Tomaszewski. - To prawda, jechałem bez biletu. Jednak to nie powód, żeby mnie katować. Zawieźli mnie na pętlę przy budowanym hipermarkecie Tesco na Dąbrowie. Cały czas wyzywali. Była godzina 6.23, jeszcze ciemno, a oni kazali kierowcy zgasić światła. Bili mnie po twarzy, kopali po całym ciele, przestali dopiero, gdy przyjechała wezwana wcześniej przeze mnie policja. Mam ślady na twarzy, brzuchu, udach.
Mężczyzna zgłosił sprawę policji i złożył też skargę w siedzibie ZKM. Kontrolerzy utrzymują jednak, że nikogo nie bili. Dodają też, iż Andrzej Tomaszewski na cierpliwe prośby o okazanie dokumentów, pokazał im książeczkę wojskową bez wpisanego adresu, potem nie chciał powiedzieć, gdzie mieszka. Był agresywny, uspokoili go dopiero policjanci. Przedstawiciele ZKM utrzymują ponadto, że pasażer był poszukiwany przez policję.
- To nieprawda - twierdzi tymczasem Andrzej Tomaszewski. - Nie mam konfliktu z prawem, sam wzywałem funkcjonariuszy. Gdybym był poszukiwany, nie dzwoniłbym przecież po radiowóz.
Kto ma rację w tym sporze, wyjaśnia policja.
- Wpłynęło do nas zawiadomienie o takim zdarzeniu - potwierdza Leszek Gurski, zastępca komendanta komisariatu Gdynia Karwiny.
- Z wyjaśnień kontrolerów wynika, że pasażer rozpoznał ich na przystanku ?Redłowo SKM ? Stryjska?, a gdy wsiadali do trolejbusu, rzucił się do wyjścia, usiłując wypchnąć jednego z nich na zewnątrz - mówi Marcin Gromadzki, rzecznik ZKM Gdynia. - Kiedy kontroler przytrzymał się ręką, pasażer uderzył go. Dopiero interwencja kolegi zapobiegła wypadnięciu kontrolera na chodnik. Wtedy pasażer oświadczył, że jedzie bez biletu, odmówił zapłaty i podania danych osobowych. Cały czas był agresywny, czym wzbudził strach innych pasażerów. Z wyjaśnień kontrolerów wynika, że nie mieli jeszcze do czynienia z tak zachowującym się pasażerem. Był jakby w ataku szału.